Wieczór, który wszyscy inni spędzali z rodzinami ja w tym roku spędzałam sama. Nie sądziłam, że coś do czego z roku na roku przykuwam coraz mniej uwagi czy chęci, sprawi mi taki smutek. Postanawiam zrobić sobie gorącą czekoladę i zjeść wszystkie ciasteczka, które wcześniej przygotowałam. Zapach czekolady przywodzi mi jednak na myśl, naszą ucieczkę na święta w góry rok temu. Robi mi się przykro na tę myśl, bo to był chyba ostatni moment kiedy było jeszcze między nami dobrze. Wskakuje do łóżka z całym moim zaopatrzeniem i włączam jeden z tych smutniejszych świątecznych filmów, jakbym chciała sabotować samą siebie. W trakcie oglądania uświadamiam sobie, że mam wiele wspólnego z tytułowym bohaterem. Grinch także nie lubił świąt, bo czuł się przez nie jeszcze bardziej samotny.
Gdy film się kończy czuje, że oczy same mi się zamykają. Wyłączam telewizor, ale że nie lubię zasypiać w ciszy. Podchodzę do gramofonu i puszczam jedna z moich ulubionych płyt. Kojący szum winylu sprawia, że zasypiam w ciągu kilku minut.
Otwieram oczy i mam ochotę je przetrzeć ze zdziwienia. Zasnęłam jednak z makijażem, więc tego nie robię. Dziwi mnie jego widok i zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem nadal nie śnie.
- Jednak przyjechałeś? - pytam.
- A miałem nie przyjeżdżać? - odpowiada uśmiechając się, jakby moje pytanie go rozbawiło.
- Sama nie wiem. Nie odpisywałeś więc poszłam się zdrzemnąć.
- Widziałem - znów się śmieje, więc zaczynam zastanawiać się nad kwestia mojego wyglądu. Wstaje, żeby sprawdzić jak bardzo się rozmazałam, ale ku mojemu zdziwieniu makijaż trzyma się całkiem dobrze.
- Co cię tak bawi? Masz za dobry humor - stwierdzam, gdy jest już jasne, że nie chodzi o to jak wyglądam.
- Po prostu jesteś urocza, z 15 minut temu próbowałem cię obudzić, ale koniec końców uznałem, że dam Ci jeszcze trochę pospać.
- Czyli tym razem pocałunek nie zadziałał na śpiąca królewnę? - zaczynam się śmiać, na myśl o tym jak mocny mam sen i jak zabawnie to mogło wyglądać, gdy chciał mnie obudzić.
- Musze przyznać, że kompletnie mi to nie wyszło, więc nie jestem pewien czy jestem odpowiednim kandydatem na twojego księcia.
- Myślę, że możemy przekonać się inaczej - stwierdzam i pochodzę bliżej do niego, lecz tym razem to ja zaczynam całować jego. Zatapiam się w jego ustach, z każda chwila mając coraz większą ochotę na więcej. Już mam przechodzić do rozbierania, gdy on nagle mnie powstrzymuje. Pytam go więc co się dzieje.
- Właściwie to ja chciałem o to zapytać Ciebie. Lubię seks z tobą, ale widzę że coś jest nie tak. Nie możesz go ciągle używać jako ucieczki od rozmowy. Widać po tobie, że coś cię trapi. - siadam na łóżku i staram się przetrawić to co właśnie usłyszałam.
Wiem, że poniekąd ma racje. Chce coś na to odpowiedzieć, ale nagle w głowie mam pustkę, jak zawsze, gdy przychodzi moment na jakąś poważna rozmowę. Wcześniej w mojej głowie potrafiło kłębić się tysiące myśli, a gdy potrzeba o nich opowiedzieć, to jakby się ukrywały. Chciałabym, żeby to wszystko było prostsze, żeby łatwo było czerpać przyjemność z życia. Chciałabym móc być szczęśliwa i aby tych negatywnych emocji przy rozstaniach nie musiało być. Chciałabym, być obojętna, ale jak mogę być skoro niegdyś oddałam mu całe serce?
- Co się dzieje? - dopytuje, gdy siedzimy już chwile w ciszy. - zaczynam kiwać głowa, bo wiem, że nie dostanie odpowiedzi jakiej oczekuje, że właściwie nie dostanie żadnej odpowiedzi
- Nie wiem co powiedzieć - stwierdzam tylko, a w klatce piersiowej czuje ucisk. Przez moment czuje ten sam strach co kiedyś, ale uświadamiam sobie, że już więcej nie muszę się bać, że wręcz nie mogę traktować innych na podstawie relacji z Nim. Biorę więc głęboki oddech i zaczynam mówić. - Ja chyba nie potrafię rozmawiać o tym co mnie trapi, chociaż jak o tym myślę, gdy jestem sama to wszystko wydaje się takie jasne. Teraz na każdym kroku widzę skutki uboczne tamtego związku i nie sądziłam że to będzie największy problem po rozstaniu. Nie potrafię mówić o tym jak się czuje, bo boje się reakcji drugiej osoby, bałam się Jego reakcji. Żyłam w wiecznym stresie. - Jestem w szoku, że udało mi się aż tyle powiedzieć. Czuje niemalże dumę, że potrafię ruszyć do przodu.
- Wiem o co chodzi - przypominam sobie, jak opowiadał mi o jego byłej, równie toksycznej dziewczynie.
Siedzimy w ciszy przez kilka minut, w mojej głowie znów kłębi się milion myśli, które nigdy nie zostaną wypowiedziane. Mowie tylko:
- Cieszę się, że pomagasz mi się z tego wszystkiego wyleczyć, jesteś bardzo smacznym lekarstwem.
- Na zdrowie. - odpowiada uśmiechając się.
Zdarza się, że zakochując się, zatracamy się w drugiej osobie i nie wiemy dłużej kim my sami jesteśmy. Okazuje się jednak, że najlepszym lekarstwem na jednego człowieka jest drugi człowiek. Tyle, że tym drugim człowiekiem powinniśmy być my sami. Pokochaj najpierw siebie, odkryj najpierw siebie, zanim zdecydujesz oddać serce komuś innemu. Tylko w ten sposób nie zranisz nikogo więcej. Samotność potrafi dobijać, a inni ludzie mogą Ci pomoc, zapełniając pustkę, pokazując jak powinny wyglądać zdrowe relacje. To ty jednak musisz czuć, że jesteś na to gotowy, bo kochasz najważniejsza osobę w twoim życiu, samego siebie.

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Użycie niekomercyjne - Bez utworów zależnych 4.0 Międzynarodowe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz