“Przyszła jesień, następnie nadejdzie zima, wiosna, lato. Minie rok, dwa lata, dziesięć. Zapomnimy.”

21.10.2014

I'm willing to change my ways

          Nienawidzę tego w sobie. Oczekuje od ludzi, że będą się przejmować moim losem, że będą mi współczuć mimo, iż ja nie umiem i nie chce być taka wobec nich. Wiem, że świat nie kręci się wokół mnie, ale zawsze podświadomie próbowałam doprowadzić do tego, aby być w centrum uwagi. Wkurzam się, że taka jestem, że nie potrafię tego zmienić. Boli mnie to, bo wiem, że gdybym była inna, może lepsza to nie cierpiałabym tak teraz. Niestety ludzie mają wady, których nie da się usunąć. Jesteśmy tak "genetycznie zaprogramowani" i żadne lekarstwa, psychologowie, czy operacje nie zmienią tego jacy z charakteru jesteśmy. 
          Tak właśnie myślałam póki ktoś nie otworzył mi oczu. Pojawił się kiedy go potrzebowałam, nie prosiłam, sam się zjawił i wtargnął z buciorami do mojego okropnego życia. To dobrze, że właśnie do mojego. Już raz przeżyłam powiedzmy "ślepą" miłość, gdy nie widziałam wad drugiej osoby i byłam święcie przekonana, że drugi raz się to nie powtórzy, ale jak to często w życiu bywa, los miał inne plany i co do tego się myliłam. On okazał się być dla mnie ideałem, jeszcze większym niż jego poprzednik. Jednak najlepsze wrażenie zrobił na mnie, gdy podczas spaceru po mieście zabrał mnie do miejsca, które zmieniło mój pogląd na pewne sprawy. Zawiązał mi oczy i mimo wszystko mu zaufałam. Można by pomyśleć, że w XXI wieku, gdzie morderstw i gwałtów jest po uszy to nierozsądne. Mimo, iż znałam się z nim niecałe dwa miesiące, to byłam jednak pewna, że jest najwspanialszą osobą na świecie i nie zrobi mi krzywdy (tak brzmi to jakbym straciła głowę, ale sorry, tak właśnie jest). Moje przeczucie się nie myliło. Po pięciu minutach drogi skręciliśmy i weszliśmy do jakiegoś budynku. Pachniało szpitalem, i jak się okazało tak właśnie było. Ściągnął mi opaskę z oczu tuż przed napisem "Onkologia dziecięca". Powiedział mi wtedy, że jest wolontariuszem i przychodzi do tych dzieciaków, aby je wspierać i rozbawiać. Mówiłam mu wcześniej jak się czuje, gdy nie potrafię współczuć innym i byłam pewna, że przyprowadzając mnie tutaj właśnie to miał na celu. Chciał przekonać mnie, że nie do końca jestem obojętna. Dzieci z chustkami na głowach, czekające na własną śmierć. Mimo iż da się wyleczyć osobę chorą na białaczkę, to nawet zwykłe przeziębienie może doprowadzić do śmierci. Dzieci, które powinny cieszyć się życiem przechodzą przez chemioterapie, czy przeszczepy. Do tej pory, póki sobie tego nie uświadomiłam, byłam pewna, że to ja mam najgorzej. Jakie to było głupie! Prawda jest taka, że codziennie ludzie umierają czy tracą bliskich i to jest niesprawiedliwe. Tymczasem to ja nie potrafię sobie poradzić ze swoimi problemami? Ja chcę, żeby ludzie się nade mną litowali? Kiedyś nawet zastanawiałam się, co by było gdybym śmiertelnie zachorowała. Zakładałam, że wszyscy by się mną zainteresowali i spokojnie bym sobie umarła, zostawiając te wszystkie problemy świata innym. WIEM, to jeszcze głupsze! Niektórzy ludzie są słabi, zabijają się, a to nie na tym polega, że gdy wszystko się wali należy się poddać. Powinno się raczej stawić czoła problemom i pokazać, zwłaszcza sobie samemu, że można zmienić swoje życie i to zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Od tego dnia przychodziłam tam z nim częściej. Zostałam wolontariuszką. Najbardziej lubiłam im czytać. Widziałam wtedy jakie te wszystkie książki, wywołują w nich emocje. Robiło mi się ich wtedy jeszcze bardziej żal, bo prawdopodobnie nigdy nie będą mogli powiększyć grona młodych czytelników. Co do mojego chłopaka, byłam mu wdzięczna, bo przede wszystkim mnie rozumiał i nawet gdy poznał moje wady nie odwrócił się. Już to wystarczyło, aby został moim ideałem. Po za tym pomógł mi odkryć we mnie to czego mi samej się nie udało. On DOSŁOWNIE otworzył mi oczy, zdejmując mi wtedy tą opaskę. Jak więc mogę go nazwać? Jeszcze większym ideałem? Nie, to nie brzmi dobrze, ale gdyby istniało takie słowo opisujące "większego ideała" to pasowałoby do niego. Wreszcie byłam szczęśliwa, uporałam się z problemami. Kiedyś ktoś mi nawet powiedział, że to częściowo od nas zależy czy będziemy szczęśliwi, że gdy będziemy dobrzy wobec innych i będziemy się starać, a przede wszystkim wierzyć w to co robimy to osiągniemy zadowalający sukces. Myślałam wtedy o tym, jak o słowach wyciągniętych z marnego poradnika, ale po tym jak moje poglądy się zmieniły, doszłam do wniosku, że to prawda. 
          Niekiedy mówi się, że miłość, nie jest w stanie zmienić człowieka. Można się z tym zgodzić, aczkolwiek nie do końca. Samo uczucie nie jest w stanie, ale jeśli twoją miłością jest osoba która rozumie cię, akceptuje i sprawia, że inaczej patrzysz na różne sprawy, sytuacje to automatycznie się zmieniasz. 


Licencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Użycie niekomercyjne - Bez utworów zależnych 4.0 Międzynarodowe.

Brak komentarzy: